Stoję, oparta o ścianę z czerwonym kubkiem w ręku i obserwuję parę, która zaczyna powoli się rozbierać. Wytrzeszczam oczy, gdy widzę, że chłopak włożył swojej partnerce, rękę pod spodnie. Popijam łyk drinka, przewracam oczami odpychając się od ściany i podążam w kierunku wyjścia na taras. Impreza rozpoczęła się kilka godzin temu, wszyscy ludzie są już pijani a domownicy, leżą pod stołami, obok swoich wymiocin. Gdy otwieram drzwi balkonowe, zimne powietrze uderza w moją twarz. Biorę głęboki oddech i wychodzę na świeże powietrze. Nie ma tutaj wielu ludzi, taras jest ogromny a widok z niego zapiera dech w piersiach. Oświetlony Londyn to mój ulubiony krajobraz. Wyrzucam kubek do ogródka i zapalam papierosa. Szkodliwy dym, pożera moje płuca, ale nie martwię się o to. Wypuszczam dym przez nos i zaciągam się po raz kolejny. Ta impreza jest niezła
Kilka godzin później, około 6 nad ranem, impreza się kończy i wszyscy opuszczają dom. Ledwo trzymam się na nogach przez alkohol pulsujący w moich żyłach. Co chwilę, potykam się i zaczynam chichrać ze swojej głupoty.
- O kurwa - mamroczę, gdy telefon upada na asfalt. Podnoszę go i dostrzegam małe pęknięcie z boku ekranu. Chowam go do torby, poprawiam swoją sukienkę i maszeruję dalej. Powoli zaczyna robić się jasno. Nic dziwnego, kiedy jest już wiosna. Przeklinam w duchu, gdy wykręcam sobie nogę w 15 centymetrowych obcasach i upadam. Syczę i powoli wstaję. Przez kilka kolejnych minut kuleję, a gdy już nie mogę wytrzymać z bólu, opieram się o wysoki budynek. Nagle do moich uszu dobiegają czyjeś głosy. To wołanie. Wychylam się i dostrzegam, że dwójka zakapturzonych chłopaków, dociska do ściany starszego od siebie mężczyznę. To dziwne bo napastnik jest niższy i mniej umięśniony.
- Forsa, śmieciu - krzyczy, chłopak który ma obwiązaną chustę na szyi. Ma czerwone włosy i kolczyk w wardze.
- Ja.. ja nie mam. Dajcie mi jeszcze jeden dzień... Oddam, wam co do grosza - chciałabym pomóc tej osobie, ale moje ciało zostało sparaliżowane przez strach. Mam ochotę uciec, ale moja noga piecze.
- Po co ci jeszcze jeden dzień ? Dam ci coś o wiele lepszego - mówi blondyn, wyciąga z kurtki pistolet i celuje w głowę, faceta. Gdy ciągnie za spust i rozlega się hałas, z mojego gardła, wydobywa się pisk. Trzy głowy zostają odwrócone w moją stronę a ciało martwego mężczyzny, powoli osuwa się po ścianie, zostawiając czerwony ślad. Jak bardzo mam przechlapane ?